wtorek, 3 kwietnia 2012

O duszo wszelka - w radiu i na youtube

Wielki Tydzień. Ostatnie dni w roku w których w kościołach wykonuje się pieśni wielkopostne. W domach się ich nie śpiewa.....no chyba że u kogoś jest taka tradycja. Do domu polecam moją płytę "O duszo wszelka". Mówiłem o niej dziś na antenie radiowej jedynki. Przeglądając zapowiedź audycji na radiowym portalu trafiłem na dwie piosenki z mojej płyty umieszczone przez kogoś na youtube.

 "Wiatr w przelocie" w wykonaniu Iwony Loranc



"Gorzkie żale" zaśpiewane przez Kasię Groniec.



Nie są to teledyski - ot ścieżka dźwiękowa z płyty - i ładne zdjęcia obu dziewczyn.
Warto dodać że oprócz Kasi i Iwony usłyszycie tu znakomicie śpiewający kwartet wokalny Il Canto Minore



wtorek, 27 marca 2012

O duszo wszelka



Kiedy w roku 2004 postanowiłem zakończyć moją przygodę z wielką korporacją medialną wiedziałem że chcę wrócić do zajmowania się muzyką. Nie miałem konkretnych pomysłów, więc zacząłem zastanawiać się od czego by tu zacząć.Lata spędzone na kierowniczym stołku w firmie nastawionej na zysk przyzwyczaiły mnie do myślenia rynkowego.Szukałem tematu atrakcyjnego artystycznie i jeszcze nie wyeksploatowanego. Temat polskich pieśni wielkopostnych wydał mi się idealnie spełniającym założone kryteria. Pieśni piękne, śpiewane w kościele, ale rzadko nagrywane. Omijane przez artystów z obawy przed tematyką śmierci Jezusa, z obawy przed wkraczaniem w sferę sacrum, gdzie łatwo wpaść w pułapkę banału, albo otrzeć się  o profanację.

W roku 2005 przystąpiłem do pracy, która trwała niemal dwa lata. Do nagrani zatrudniłem znakomitych artystów. Oto lista:


Śpiewają:

Katarzyna Groniec 
Iwona Loranc         
Mariusz Lubomski  
Kwartet wokalny Il Canto Minore w składzie:
Wanda Laddy - sopran
Marta Lawrence – alt
Sławomir Łobaczewski - tenor
Michał Straszewski - Bas

Grają:

Ryszard Wojciul – syntezatory, samplery, fortepian, saksofon, EWI,
Wojciech Pulcyn – kontrabas
Jarosław Kisiński – gitara
Paweł Iwaszkiewicz – bombardy, flety
Wanda Laddy – hrotta
Paweł Muzyka – viola da gamba, Fidel
Jakub Gawlik – akordeon

 
W lutym 2007 roku nakładem firmy Universal  ukazała się płyta "O duszo wszelka". W pięknej książeczce znalazły się freski drogi krzyżowej autorstwa znakomitego Franka Maśluszczaka



Recenzje były rewelacyjne. Oto ich drobna garść :

 
Fragment recenzji Roberta Sankowskiego z Gazety Wyborczej

„Wolnej od komercyjnego kontekstu ekipie realizującej płytę "O duszo wszelka" udała się rzecz niezwykła - stworzyła dzieło nowoczesne, ale mocno osadzone w tradycji. Pozbawione nachalnego skrzywienia marketingowego, ale przystępne. Wymagające skupienia i ambitne, ale przyjazne także dla nieco mniej wyrobionego słuchacza.
 
Znamy te utwory. W nowych aranżacjach Ryszarda Wojciula czasem zaskakują, ale to przecież wciąż pieśni, które można usłyszeć na nabożeństwach wielkopostnych. Tutaj nabierają jednak nowego wymiaru i szczególnego oddechu. Wciąż przesycone są sakralnym klimatem, ale nabiera on uniwersalnego, związanego już nie tylko z Wielkim Postem wymiaru. Zarazem stają się jakby trochę bliższe temu paradygmatowi, jakim operuje współczesna, przecież mocno zdesakralizowana kultura. Przemawiają nowoczesnym, niekojarzącym się z klimatem kościelnego nabożeństwa językiem.

Duża w tym zasługa intrygujących interpretacji Katarzyny Groniec, Iwony Loranc, Mariusza Lubomskiego i kwartetu Il Canto Minore. A także aranżacji. Niby oszczędnych, zachowujących gdzieś pierwotną surowość kompozycji, a jednocześnie nieortodoksyjnych, wplatających w nie elementy bliskowschodniej muzyki etnicznej ("Ludu mój ludu"), muzyki dawnej ("Krzyżu święty", "Ogrodzie oliwny") czy jak najbardziej współczesnego elektronicznego ambientu czy nawet trip hopu ("Przystąpcie bliżej"). Posłuchajmy, jak wspaniale rozwijają się "W krzyżu cierpienie" czy "O duszo wszelka".

Trudno im nie ulec, bo to bardzo mistyczne i - co tu dużo mówić - piękne wersje.”

Fragment recenzji Marka Duszy z Rzeczpospolitej:

Album „O duszo wszelka może stać się okazją do swoistych muzycznych rekolekcji. Z pewnością odkrywa ogromny potencjał artystyczny naszych pieśni wielkopostnych.


Fragment recenzji Jarka Szybracha z portalu ONET.PL:

„Z tym większą radością witam album zatytułowany "O duszo wszelka", choć jego zawartość z radością wiele wspólnego nie ma - to molowe pieśni wielkopostne, pełne smutku i bólu. Łatwo przy ich interpretacji popaść w emfazę, łatwo zapędzić się w katatoniczne utyskiwanie i jednowymiarowe muzyczne ponuractwo. Na szczęście ekipa dowodzona przez Ryszarda Wojciula (wiele lat temu muzyka Róż Europy i Sztywnego Pala Azji, później zajmującego się m.in. muzyką współczesną) ominęła wszystkie mielizny, każdej z pieśni nadając nowy wymiar. Każda bowiem została tu potraktowana indywidualnie, a jej aranżacja i instrumentacja nie zostały podporządkowane jakiejś wydumanej, z góry narzuconej koncepcji, lecz w naturalny sposób wypływają z nut i emocji w nich zawartych. Niech więc was nie zdziwią dźwięki muzyki dawnej sąsiadujące z nowoczesną elektroniką, niech nie zaskoczy was jazz płynnie przechodzący w wysmakowaną world music spod znaku Dead Can Dance czy Madredeus. Paradoksalnie, tak szeroki wachlarz środków artystycznych nie zaszkodził spójności "O duszo wszelka", bo charakter owych pieśni - m.in. "Gorzkich żalów", "Ludu, mój ludu", "Wisi na krzyżu" - nie pozwala na zbytnie folgowanie eksperymentatorskim zapędom, wymaga dyscypliny i rozwagi. Mamy więc do czynienia z interpretacjami odważnymi, ale poważnymi i jeśli Wojciul wywraca do góry nogami tradycyjne aranżacje, nie robi tego, by popisać się wyobraźnią, ale by podkreślić naturalne piękno kompozycji.”

Fragment recenzji Piotra Iwickiego z Gazety Wyborczej:

„płyta zdumiewa klimatem i genialnym połączeniem tradycyjnych pieśni wielkopostnych z konwencją estetyki Etno & Word music. Mamy więc ludzki głos, wyśpiewane stylowo, powściągliwie frazy starych polskich pieśni, ale też oprawę syntezatorów i samplingu, sprawnie przełamaną naturalnym akustycznym brzmieniem bombard, fletów, violi da gamba i gitary. Reasumując znakomita płyta, być może przełamująca pewne artystyczne tabu.


Przyznacie, że to co przeczytałem mogło połaskotać moje ego. Plany miałem wielkie. Szykowałem serię koncertów w salach filharmonii. Wynająłem profesjonalnych handlowców którzy szukali finansowania. Okazało się jednak, że w naszym katolickim kraju temat ten nikogo nie interesuje.Sam wynająłem salę Filharmonii Narodowej, zebrałem i opłaciłem zespół. Wydatek był spory bo na scenie było osiemnastu muzyków. Patronat nad koncertem objęli - ówczesny Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego - Michał Ujazdowski i Marszałek Województwa Mazowieckiego - Adam Struzik (od którego urzędu dostałem jedyną dotację finansową). Koncert zakończył się owacja  na stojąco. Powtórzyliśmy go jeszcze kilka dni później w Studiu Agnieszki Osieckiej w Trójce i ......... tyle. Sprzedało się około 4 i pół tysiąca płyt.

Dziś po pięciu latach wytwórnia MTJ wprowadziła na rynek reedycję płyty. Więc jeśli jej jeszcze nie znacie to czym prędzej kupujcie. Jest bowiem niezastąpiona w tworzeniu pięknej atmosfery zbliżającego się szybko Wielkiego Tygodnia.

środa, 22 lutego 2012

Garść znakomitych recenzji


Od premiery płyty "The Beatles Nova" Grażyny Auguścik i Paulinho Garcii minęły trzy miesiące. Ukazało się kilka znakomitych recenzji. Ot wybrane fragmenty:

 
„ Wobec tej płyty jestem zupełnie bezsilny. Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia, choć zanim posłuchałem płyty usłyszałem ten materiał na żywo. Grażyna Auguścik i Paulinho Garcia grają piosenki z tej płyty we dwoje, bez udziału pozostałych muzyków, którzy wzięli udział w nagraniu płyty. Nie wiem, która wersja jest lepsza. Na koncercie muzycy brzmią w sposób niezwykły. To magiczne porozumienie dwojga ludzi, którzy są jednym instrumentem. Ich głosy splatają się zbliżając się do siebie i oddalając dokładnie tak jak trzeba i wtedy kiedy trzeba. (…) Dwa głosy i gitara w zupełności wystarczają do pokazania tego, co artyści widzą w kompozycjach spółki John Lennon i Paul McCartney. Wydawać by się mogło, że na temat znanych z repertuaru The Beatles przebojów powiedziano już wszystko. Tak jednak nie jest. Nie byłem do tej płyty początkowo nastawiony jakoś szczególnie entuzjastycznie. Po poniedziałkowym koncercie już jestem zwyczajnie oczarowany. To bardzo proste, czasem wręcz zaskakująco uproszczone podejście do melodii, które wszyscy znamy. (…)
Magiczne porozumienie dwojga wokalistów, nie może wynikać jedynie z tego, że grają razem od wielu lat. To musi być jakaś nieokreślona magia. Nie wiem i wiedzieć nie chcę, ile scenicznej spontaniczności i emocji wynika z aranżacji, a ile rodzi się na scenie. Faktem jest, że głosy Paulinho i Grażyny splatają się ze sobą w sposób zdumiewający, nieprawdopodobny i niespotykany. (…) Ta muzyka to magia nastroju, brzmienia, każdego dźwięku, to wydarzenie zupełnie niezwykłe, nie poddające się standardowemu warsztatowi recenzenta”
Rafał Garszczyński (Radio Jazz, Jazzpress)

„ Muzycy poznali się w Chicago przed 15 laty i od tej pory ich muzyczne poczynania połączyły się tworząc doskonały tandem okrzyknięty przez wielu krytyków najciekawszym jazzowym duetem wokalnym ostatnich lat. Współbrzmienie harmonii wokalnych piosenkarki i brazylijskiego gitarzysty akompaniującego im obojgu wytwarza niezwykle ciepły i intymny wręcz klimat będący wypadkową południowego temperamentu Garcii i słowiańskiej duszy Pani Grażyny. (…) Już od pierwszych dźwięków otwierającego płytę: ''When I'm 64'' słychać iż mamy do czynienia z wyjątkowym i nowatorskim podejściem do tak znanych nam od lat kompozycji. Jakże trudno zaskoczyć słuchacza czymś świeżym w odniesieniu do utworów The Beatles, przekonało się przez lata całe wielu artystów próbujących tego dokonać. Tymczasem Auguścik i Garcia odkrywają w estetyce samby i bossa novy zupełnie inny potencjał ukryty w tych tak prostych przecież melodiach. (….)  To płyta, która obowiązkowo powinna znaleźć się w płytotece fana The Beatles, jako przykład doskonałej transkrypcji na najwyższym światowym poziomie. To płyta dla miłośników brazylijskich brzmień, miłośników jazzu, miłośników pięknych melodii... To jedna z niewielu pozycji fonograficznych ostatnich lat, która plasując się na najwyższym z możliwych poziomie artystycznym, mogącym zaspokoić gusta niezwykle wymagającego słuchacza -jest jednocześnie płytą niezwykle przystępną i przyswajalną.  ''The Beatles Nova'' sprawdzi się zarówno podczas kontemplacyjnego słuchania jak i jako niezobowiązujące tło muzyczne. Strzał w dziesiątkę!”
Longplay recenzje.blog

Jeśli przymknąć oczy, zapomnieć, że Grażyna jest „nasza” to słychać tutaj wszystko: i swingujący balsam jej głosu, najsubtelniejsze akordy oraz biegnące niczym ogniki wirtuozerskie nutki gitary. Ale także powiew najprzedniejszej, doskonałej wokalistyki. To, że ogranej znanymi przebojami – nie szkodzi. Może właśnie takiej płyty potrzebowała i Grażyna i …my ! To jest Nasza Grażyna, którą prawdziwą karierą rozgrywa między Chicago a startym krajem.
Dionizy Piątkowski


„ Ciemna, nastrojowa, teatralna scena spowita dyskretnym światłem reflektorów. Dwa mikrofony, dwa krzesła i nic więcej. Punktualnie na scenę wchodzi Grażyna Auguścik w asyście jednego z najwybitniejszych wykonawców muzyki brazylijskiej Paulinho Garcii. Od jego pierwszych nut wygranych na gitarze z miejsca przenosimy się w odległe upalne zakątki świata, czujemy namacalnie zbawienną bryzę od morza i leniwie sączący się czas. Trudno się tej muzyce nie poddać. Ona wibruje, głaszcze, zmysłowo szepce. A delikatny głos Auguścik tylko tę pieszczotę podbija. I tak przez dwie godziny, ani chwili oddechu. (…)
„The Beatles Nova” to już trzecia wspólnie nagrana płyta przez ten duet. Ta wieloletnia współpraca zaowocowała perfekcyjną harmonią, niebywałym porozumieniem i otwartością na siebie. Są jak jeden organizm, który śpiewa jednym głosem. Nawet wtedy, gdy śpiewają na przemian, fraza wyśpiewana przez Auguścik płynnie przechodzi we frazę Garcii. Jedno jest czułe na drugie, reaguje na siebie. (…)  Publiczność była ukontentowana. Dostała dokładnie to na co liczyła. Było lirycznie, nostalgicznie, leniwie i przede wszystkim bardzo ciepło. Idealny wprost zestaw na chłodne jesienne dni i nadchodzącą zimę”
Beata Wach (Jazzarium)

Do rozpoczęcia marcowej trasy koncertowej pozostało juz tylko kilka dni.

Zapraszamy na koncerty 

poniedziałek, 13 lutego 2012

Grażyna Auguścik, Paulinho Garcia - When I'm 64


Oglądajcie i podziwiajcie piękny animowany teledysk do piosenki "When I'm 64" z płyty "The Beatles Nova" Grażyny Auguścik i Paulino Garcii, zrealizowany przez genialnego Piotra Piotrowskiego 


http://www.youtube.com/thebeatlesnova


wtorek, 7 lutego 2012

Legendarne Ząbki - pierwsza recenzja

Rafał Garszczyński na swoim blogu napisał pierwszą recenzję - Legendarnych Ząbek.


http://www.subiektywnydziennikmuzyczny.blogspot.com/2012/02/intuition-orchestra-legendarne-zabki.html


Jestem dumny, wzruszony i zaskoczony......... Zawsze  człowiek się trochę dziwi jak czyta takie rzeczy o swojej muzyce....

poniedziałek, 6 lutego 2012

Grażyna Auguścik i Paulinho Garcia - trasa koncertowa The Beatles Nova - marzec 2012



Już za niespełna miesiąc ruszamy w kolejna trasę koncertową z Grażyną Auguścik i Paulinho Garcią.

Trasa wygląda tak:


2 marca – EMPIK Junior w Warszawie – spotkanie z fanami i mini recital - g.18:00
3 marca - Warszawa – Och-Teatr  - g. 19:30
4 marca - Opole – Narodowe Centrum Polskiej Piosenki  - Sala Kameralna - g. 20:00
5 marca – Wrocław – Etno Jazz Festiwal – Synagoga pod Białym Bocianem – g. 19:00
6 marca - Bratysława – Sala Kameralna Radia Bratysława 
7 marca - Praga - Klub Jazz Time – g. 21:00
8 marca - Świdnica  - 19 Międzynarodowe Noce Jazzowe – Klub Bolko – g. 19:30
9 marca - Ostrów Wielkopolski  - Kino Komeda – g.20:30
10 marca - Kazimierz Dolny - Dom Architekta SARP – g.19:00
12 marca - Poznań.- Klub Pod Pretekstem – g. 19:00
13 marca - Leszno  -  Centrum Kultury i sztuki – g.20:00
15 marca - Łódź – impreza zamknięta
16 marca - Radomsko - Sala Widowiskowa Miejskiego Domu Kultury g.19:00
17 marca - Mrągowo - Pensjonat Wileński g.19:00
.
Na koncertach usłyszycie głównie piosenki Beatlesów w brazylijskich aranżacjach z  płyty "The Beatles Nova", a także inne piękne utwory, również śpiewane po polsku.



Dodatkowo 14 marca  Grażyna zagra jako gość w koncercie zespołu - THE INTUITION ORCHESTRA -
w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski – Sala Laboratorium – godz.20:00. Ten - awangardowy, intuicyjny koncert  zagramy z okazji premiery płyty FROMM, o której napiszę już niebawem

środa, 1 lutego 2012

Legendarne Ząbki


Nakładem wytwórni Requiem ukazało się kolekcjonerskie wydanie projektu - Legendarne Ząbki..

 Oto kilka słów napisanych o Legendarnych Ząbkach przez jednego z nas - muzyków tej formacji - Bolka Błaszczyka:
:
"Legendarne Ząbki to zapis sesji nagraniowych efemerycznych formacji,  które w połowie lat 80-tych tworzyli Jacek Alka, Bolek Błaszczyk, Ryszard Wojciul i Robert Wyszyński i ich goście na warszawskiej Pradze i podwarszawskich Ząbkach. Jako adepci szkół muzycznych, przeczuwając czające się sidła rutyny, ocalili to, co było ich wewnętrznym ogniem – grupową improwizację. Publicznie wystąpili tylko raz - na dyplomowym recitalu Roberta w klasie perkusji w szkole muzycznej na Bednarskiej. Uszkodzony, poćwiartowany jazz, erupcje czystej energii free, cytaty z muzycznego renesansu, odniesienia do współczesnej klasyki, parodie, to efekty twórczego transu wkraczających wówczas w  pełnoletność muzyków.  Muzyka LZ nie jest ani trudna, ani niezrozumiała, stanowi wielobarwną mozaikę, zagraną odważnie i bez fałszywego zadęcia.

Na materię brzmieniową formacji składają się m.in.: perkusja (także automatyczna – radziecka), ksylofon, instrumenty dęte, wiolonczela, gitara basowa, polskie organy elektryczne, zabawki, sporadyczne taśmowe podkłady i spontaniczne akcje wokalne. Przed włączeniem zapisu muzycy niemal niczego nie ustalają, ale grając przeważnie dbają o zwartą formę i wyrazistość brzmienia. Starają się przy tym uwiecznić swe działania w możliwie profesjonalny sposób. Wykreowane dźwiękowe historie wytrzymały próbę czasu i radykalnie odcinają się na tle tego co najczęściej opatruje się pojęciem jazzowej czy rockowej ekstremy".

Właścicielem Reqiuem  jest Łukasz Pawlak. Prawdziwy pasjonat i człowiek niezwykły. Nie dość że wyszukuje i wydaje muzykę niszową, to jeszcze robi to w mistrzowski edytorsko sposób. Okładka Legendarnych Ząbek która widzicie na górze, to nie zwykłe CD. Format okładkowego kartonika ma wielkość dawnego analogowego singla. Całość  graficznie jest MAJSTERSZTYKIEM. Tak wygląda środek po rozłozeniu.



A tak tył





W środku jest książeczka w której oprócz archiwalnych zdjęć znalazły się teksty Bolka i moje - o naszym wspólnym graniu, jak również .dwa moje teksty literackie.


W jednym z tekstów opisałem moja droge do Legendarnych Ząbek i dalej....:

 "Zaczęło się od szkoły muzycznej i jazzu, który pokochałem będąc uczniem klasy szóstej. Zainteresowanie jazzem wśród nastolatków w latach siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych było rzadkością nawet w środowisku szkoły muzycznej. Nigdy nie odczułem na swojej skórze niechęci do muzyki improwizowanej wśród moich pedagogów zarówno w podstawówce, jak i w szkole średniej. Miałem szczęście, bo tępienie aspiracji  jazzowych  w czasie komuny stało się częścią biografii wielu muzyków. U mnie było odwrotnie. Mój nauczyciel od klarnetu – z podstawowej szkoły muzycznej w Warszawie przy ulicy Kawęczyńskiej, zaprosił mnie i kilku innych kolegów na próbę młodzieżowego big-bandu do MDK przy ulicy Łazienkowskiej. Dostałem do ręki saksofon, posadzono mnie przy pulpicie z nutami i od razu musiałem sobie radzić zarówno z nowym instrumentem jak i z nową muzyką. W big bandzie zakotwiczyłem na cztery lata. Grali w nim m.in. obecny trębacz Filharmonii Narodowej – Mariusz Niepiekło i kotlista Sinfonii Varsovii – Piotr Kostrzewa. W big bandzie nauczyłem się grać na saksofonie, ale nie było tam miejsca na improwizacje. Zresztą tylko jeden z nas – saksofonista Piotr Malak, grający później w latach osiemdziesiątych w zespole Israel potrafił improwizować i czasem dostawał do zagrania jakieś solóweczki. Pierwsze próby improwizacyjne zaliczyłem na pianinie, na przerwach w szkole. Oczywiście z jazzem nie miało to wiele wspólnego. Ot dzieciaki siadywały wspólnie przy klawiaturze i grały co było akurat modne. A modne było granie rock’n’rolla  i melodyjki z animowanego czeskiego filmu Spaflik i Spagetka.  Rosła jednak wokół naszej klasy fama improwizatorów i fanów jazzu. Na zakończenie roku szkolnego w siódmej klasie ( rok 1979) za bardzo dobre wyniki w grze na klarnecie dostałem w nagrodę najnowszą płytę Jana Ptaszyna Wróblewskiego!!! Na marginesie - całkiem niedawno podpisał mi się na niej sam Ptaszyn i trzymam tego analoga jak osobistą relikwię.
    Big Band przetrwał do stanu wojennego. 13 grudnia 1981 mieliśmy zagrać na finałowym koncercie Mokotowskiej  Jesieni Muzycznej w Teatrze Rozmaitości. Koncert rzecz jasna się nie odbył, a Big Band już nigdy więcej się nie zebrał. Pan Skrzypczak  wyjechał zarabiać walutę do NRF, a ja szukając miejsca do grania innej muzyki niż w szkole, wspólnie z moim kumplem z podstawówki Robertem Wyszyńskim poszliśmy do MDK na Łazienkowską. Spotkaliśmy tam nowego instruktora kółka muzycznego – Mirosława Bulicza. Był to przemiły starszy pan zakochany w jazzie. Staliśmy się szybko jego oczkiem w głowie, bo inni młodzieńcy przychodzili aby grać rocka, a my pilnie uczyliśmy się od niego skal, improwizacji - jazzu.  Na łazienkowskiej spędziliśmy w sumie około trzech lat. W zespole, który nazwaliśmy -  Deep Raver Jazz Band, grałem  na saksofonie altowym i klarnecie, Robert na fortepianie, a na perkusji nasz kolega z klasy -  Tomek Borowik. Brakowało nam basisty. Któregoś dnia dołączył do nas student z SGPiS, którego ani imienia ani nazwiska dziś nie pomnę.
   Lata osiemdziesiąte były czasem gdy w Polsce wybuchł rock, więc my grający jazz –  na wszelkich przeglądach na który nas posyłano byliśmy ewenementem. Po którymś z występów podeszła do nas pani z telewizji i zaprosiła do popularnego programu młodzieżowego 5-10-15. Formuła była taka, że młody zespól oceniany był przez zawodowców. My byliśmy w historii programu jedynym zespołem jazowym, a razem z nami zaproszony był Extra Ball - Jarosława śmietany. Byliśmy podekscytowani możliwością zagrania w telewizji, ale nie wszyscy. Nasz kolega basista odmówił. Program nagrywany był na początku 1983 roku. Stan wojenny jeszcze trwał. Basista zakomunikował nam, że  jest bojkot reżimowej telewizji i on nie może wystąpić bo będzie miał przechlapane na uczelni. Nie przyjmował naszej argumentacji, że przecież bojkot dotyczy  zawodowych artystów, głownie  aktorów. W efekcie na nagranie z kontrabasem przyszedł człowiek którego widzieliśmy pierwszy raz w życiu – Marek Wojtczak – późniejszy basista Zespołu Reprezentacyjnego. W telewizorze zaśpiewała z nami jeszcze pewne młoda wokalista – lecz jej imienia też nie pamiętam.  Nasz występ wzbudził uznanie kolegów i naszych nauczycieli, czego efektem były koncerty Deep Raver Jazz Bard w ogólniakach do których chodziliśmy, a nawet w sali koncertowej naszej starej muzycznej podstawówki. Na tym koncercie zagraliśmy już z innym perkusistą, również  naszym kumplem  z podstawówki z klasy o rok starszej -  Jackiem Alką, oraz dwoma młodszymi kolegami Bolkiem Błaszczykiem na wiolonczeli i Władkiem Zychem na trąbce. Bolek – wpadał czasem do nas na próby. Choć był od nas młodszy – o zgrozo – o trzy lata – to zwracał swoją uwagę nieprzeciętnym talentem muzycznym i otwartą głową. Bolek w pewnym momencie założył drugi skład pod okiem pana Bulicza, ale czasem oba zespoły  się mieszały.  Ostatnim utworem na naszej płycie jest właśnie nagranie z koncertu z Kawęczyńskiej. Prosty, ale dynamicznie zagrany blues o regularnej budowie. Gra z nami na saksofonie tenorowym również Bulicz, a na basie - Mariusz Kubicki.
    Rok 1984 był ostatnim rokiem współpracy z panem Buliczem. Stracił on etat w MDK. Spotkaliśmy się jeszcze kilka razy w sali jakiejś szkoły w której uczył, ale nasze drogi szybko się rozeszły. Bulicz był konserwatystą i nie mógł zaakceptować naszych coraz mocniejszych dążeń do uwolnienia się z krępujących więzów tradycyjnego jazzu.  Nie byliśmy zainteresowani już odgrywaniem standardów. Rozpoczęła się nasza droga poszukiwań własnych dźwięków, własnej estetyki. Interesował nas improwizacja nie ograniczona skalami, chorusami, konwencjami. Kochaliśmy muzykę współczesną i awangardę w sztucę. Animatorem różnych działań, nie zawsze muzycznych, był Bolek. W swoim archiwum mam taśmy z  rejestracją spotkań, na których nagrywaliśmy fragmenty tekstów losowo wybieranych z przypadkowych książek i pism i układających się w abstrakcyjne dialogi, mam zapis koncertu na trzy wiolonczele podczas której jedynym który potrafił na wiolonczeli grać był Bolek. Pamiętam sesje plastyczne w których robiliśmy collage z najróżniejszych przedmiotów, artystyczne periodyki które sami pisaliśmy i wydawaliśmy, nasze pierwsze wiersze i teksty literackie. Pamiętam noce dyskusje o filozofii. Jedna z takich  dyskusji zaowocowała sesją nagraniową w Ząbkach.
    W Ząbkach pod Warszawą mieszkał Robert. W budynku klubu sportowego mieścił się Dom Kultury. Najpierw Robert, a potem ja – byliśmy tam przez jakiś czas instruktorami muzycznymi. Dzięki temu mieliśmy dostęp do sali prób i sprzętu – który jak na tamte lata był imponujący. Świetne bębny, piece gitarowe, mikrofony. Akustyka sali była  straszna. Dźwięk niosło i odbijało od ścian, ale to okazało się naszym sprzymierzeńcem.
    Po raz pierwszy zarejestrowaliśmy wówczas muzykę w całości wyimprowizowaną. Tak powstały Legendarne Ząbki. Nagrania które złączyły nasze muzyczne dusze  mocnym, nierozerwalnym węzłem.  Nas trzech  - Bolka, Jacka i mnie. Choć od tych pierwszych nagrań minęło już ćwierć wieku, to idea wspólnego improwizowania jest dla nas ciągle żywa. Co kilka lat schodzimy się gramy.  W latach osiemdziesiątych w Ząbkach i domu u Jacka, w dziewięćdziesiątych w Warszawskiej Stodole i w Centrum Sztuki Współczesnej. Wreszcie, po najdłuższej przerwie, w nowym tysiącleciu w ramach nazwanej wreszcie grupy – The Intuition Orchestra realizując nagrania i koncertując  ze znakomitymi gośćmi – Zdzisławem Piernikiem, Grażyną Auguścik, Marcinem Krzyżanowskim, Piotrem Glińskim, Jackiem Malickim, Marcinem Olakiem, Maćkiem Szczycińskim, Mikim Wieleckim i innymi.
Legendarne Ząbki są zatem dokumentem głębokiej przeszłości, ale bądźcie czujni – The Intuition Orchestra istnieje i gra".




Wydanie Legendarnych Ząbek stało się  preludium do płyty - FROMM - The Intuition Orchestry, która pojawi się w sprzedaży na początku marca


Więcej szczegółów na temat tej płyty i koncertu The Intuition Orchestry (14 marca w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie) w nastepnych wpisach.

Dla zainteresowanych Legendarnymi Ząbkami - płytę będzie można kupić w sklepie internetowym - www.serpent.pl i na koncercie 14 marca

wtorek, 6 grudnia 2011

Sztywny Pal Azji - po koncercie

Chyba już jestem za stary na rockn'rolla. Po koncercie,  do rana przewracałem się w łóżku. Wstałem żeby odwieźć dzieciaki do szkoły i znów się położyłem. Przespałem cały dzień i dopiero dziś jakoś do siebie dochodzę. No dobrze, trochę przesadzam. Zżarł mnie po prostu stres i zmęczenie po całym dniu w klubie. Taki los organizatora.
Wszystko wypadło by świetnie gdyby przyszło trochę więcej ludzi. Niestety w klubie było pustawo. Odwykliśmy ze Szpalem od takiej sytuacji. W tym roku na całej trasie - a tych koncertów było 60 - frekwencja dopisywała. Ze startem koncertu poczekaliśmy pół godziny -  wiedząc jak trudno zaparkować w okolicach Hybryd
Nasi przyjaciele nas nie zawiedli. Walter Chełstowski przyniósł obiecaną jarocińską deskę


Powyżej widzicie jej fragment, z pieczątką i historią. Na pewno zdjęcie jest za małe abyście mogli przeczytać, więc przepiszę ten tekst ręcznie:


"Pan Walter Chełstowski
W dniu 07 czerwca 2.010 r. w Jarocińskim Ośrodku Kultury odbył się koncert zespołu .DŻEM - dokładnie w 30 rocznicę ich pierwszego występu na scenie Jarocińskiego Ośrodka Kultury.
Wydarzenie to związane było z obchodami 30. rocznicy pierwszego festiwalu w Jarocinie.
Był to ostatni koncert na scenie JOK-u, gdyż zaraz po koncercie scena Jarocińskiego Ośrodka Kultury została rozebrana a fragmenty desek zostały rozdane członkom zespołu i fanom.
Jako pomysłodawcy i twórcy oraz organizatorowi Festiwalu W Jarocinie przesyłamy fragment deski z historycznej sceny Jarocińskiego Ośrodka Kultury z podpisami członków jednego z zespołów, który swoje pierwsze kroki stawiał na tejże scenie.
Jarocin. 8 czerwca 2010 r."

Po drugiej stronie deski znajdują sie podpisy członków zespołu Dżem.


Tomek Kopeć - prezes Polskiej Fundacji Muzycznej przyniósł prototyp Karolinki, czyli piękną porcelanową figurkę wręczaną jako trofeum na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Wygląda ona tak:


Deska i Karolinka miały być zlicytowane w ramach akcji Help Maciek, o której pisałem w poprzednim poście. Założyliśmy jednak że nie puścimy tych cennych pamiątek niżej niż za 1 000 PLN. Nie chcąc wywierać presji na naszych gościach nie licytowaliśmy ich ze sceny. Deklaracje miał zbierać Krzysiek prowadzący stoisko z płytami i książkami. W dzisiejszych czasach tysiąc złotych to dużo.....więc przedmioty te poczekają na inną okazję. Udało na się za to zlicytować inne, drobniejsze rzeczy. - płyty i książki.

   
Oto Bożena Sitek trzymająca w ręku płytę Siekiery (podarowaną również przez Waltera Chełstowskiego) i ja z płytą Sztywnego Pala Azji

Udało nam się również wylicytować gitarę, połamaną niegdys na koncercie przez zespół Big Cyc.

W licytacji pomógł nam niezastąpiony Krzysiek Skiba. Licytacja w jego wykonaniu to bylo coś!!!


A teraz trochę o muzyce :)

O 19:30 na scenę wyszły dziewczyny z Krakowa, czyli Trans Lola. Nie słyszałem ich wcześniej i przyznam że ich koncert była dla mnie zaskoczeniem. Do tej pory widziałem tylko jedna polska kapelę złożoną z dziewczyn (mam na myśli prawdziwy band a nie sztuczna komercyjną kreację) - była to Trójmiejska grupa - Oczi Czorne. Trans Lola jednak to zupełnie inna bajka. Punkowa ekspresja, prowokacja i emocje. Czasem wydawało się, że to właśnie te elementy są ważniejsze niż sama muzyka. Warto zwrócić uwagę na niezwykle charyzmatyczną wokalistkę - Gabi. I jeszcze jedno, oprócz własnych piosenek, dziewczyny zagrały kilka napisanych przez   Yankę Dyagilewą, ikonę niezależnej kultury rosyjskiej, która zmarła tragicznie w roku 1991.
Jeszcze jedno wyjaśnienie dlaczego właśnie Trans Lola na naszym urodzinowym koncercie. 
Łączy nas długa przyjaźń z Ewą - basistką Trans Loli. W latach osiemdziesiątych Ewa była dziewczyną Bogusia Łyszkiewicza  - założyciela i wokalisty Chłopców z Placu Broni. Byli piękną parą!! Ewa chciała grac na basie i specjalnie dla niej Boguś i Kisiel, który wówczas grał nie tylko w Szpalu ale i w Chłopcach , stworzyli zespół The Nos.. W roku 1988 The Nos nagrał dwie piosenki dla Rozgłośni Harcerskiej. Jedna z nich znajdziecie na  płycie Polskie Single 1988 (o tej serii płyt i książek mojego autorstwa pisałem we wcześniejszych postach). W nagraniu wziął udział również Tomek Lipiński grający na harmonijce ustnej, oraz perkusista Szpala - Ciapek - była więc to prawdziwa super-grupa. Ewa natomiast przychodząc do studia ledwo wiedziała jak się trzyma bas. Dziś gra zawodowo.


Drugim suportem był zespół KID A. To bardzo młodzi chłopcy. Wyglądają jak nastolatkowie, ale grają jak zawodowcy. Maja już zresztą na swoim koncie kilka spektakularnych wyczynów (o co w dzisiejszych komercyjnych czasach niezwykle trudno). Grali na debiutach opolskich, byli w Hit Generatorze. Mają zasobą prawie 100 koncertów. Chłopcy są z okolic Chrzanowa, więc Sztywny Pal Azji czuje szczególny obowiązek promowania swoich ziomali, widząc ich niezwykły potencjał. KID A ma gotowy materiał na debiutancka płytę, którą zamierzam pomóc im  wydać.


No i na koniec ostatni w tym roku koncert na 25 lecie Sztywnego Pala Azji. Całość zarejestrowaliśmy i jeśli zarówno dźwięk i obraz będą w należytej jakości to koncert ukaże się na DVD - być może już w styczniu.

Poniżej kilka fotek z koncertu, których autorem jest Jarek Blaminsky
















sobota, 3 grudnia 2011

Sztywny Pal Azji - koncert w Hybrydach - licytacja HELP MACIEK

     Przypominam o koncerice. Sztywny Pal Azji - 4 grudnia (niedziela) w Warszawie w klubie Hybrydy..

                                                                Start o 19:00




  Będziemy licytować kila cennych pamiątek na rzecz akcji HELP MACIEK.

Maciek Miernik - muzyk, basista, kompozytor, realizator nagrań, producent, znany m. in. z grup Index, Aurora, Noah-Noah, Restrykcja, Reflection, Flashback, 1984 - jest ciężko chory. Zmaga się z nowotworem układu krwiotwórczego (szpiczak mnogi, wyniszczający kości). To stało się bardzo nagle. Maciek jest po ciężkiej operacji kręgosłupa. Wstawiono mu pięć tytanowych implantów. Być może trzeba będzie zrobić przeszczep szpiku. Są też przerzuty do żebra i biodra. Miesiąc temu rozpoczął chemioterapię, gdyż na naświetlania było już za późno. Z relacji przyjaciół Maćka wynika, że wyprzedał już całe swoje studio muzyczne. Nakłady na leczenie są bardzo wysokie. Od kilku lat jest ustatkowanym mężem Ady, a od trzech i pół roku jest szczęśliwym tatą ślicznej Lenki, dla której jest gotów walczyć z tym choróbskiem z całych sił. Wszyscy, którzy spotkali go na swojej drodze wiedzą, jakim jest wspaniałym człowiekiem. Od 20 lat mieszka i tworzy w Nowym Jorku i prawie zawsze goszczą u niego przyjaciele, znajomi i nieznajomi z Polski, którym nigdy nie odmówił pomocy. Teraz on się znalazł w trudnej sytuacji
 Ponieważ brakuje jeszcze pieniędzy na przeszczep szpiku (70 tys. zł. operacja + koszty 3-tygodniowego pobytu w sterylnych warunkach w szpitalu, czyli około 80 tys.) nadal prowadzimy zbiórkę środków na konto:
„Maciej Miernik” – 56 1440 1101 0000 0000 1361 7821
Polska Fundacja Muzyczna
ul. Kruczkowskiego 12/2, 00-380 Warszawa
Prosimy też o ciągłe wysyłanie smsów o treści Help Maciek na nr 7248 (2.46 z vat) – ta akcja trwa nadal!


Oto lista fantów, które będziemy licytować na naszym niedzielnym koncercie,  ich ofiarodawcy::

Walter Chełstowski - oryginalna deska z Jarocińskiej sceny - z certyfikatami oryginalności
Polska Fundacja Muzyczna - Tomasz Kopeć - Karolina - nagroda FPP w Opolu (licytować ja będziemy jako trofeum  przechodnie - (na pół roku)
Walter Chełstowski - płyta LP - Siekiera  -1984 z autografem
Grzegorz Witkowski - Grunt to bunt - książka o Jarocinie z autografami 
Adam Lisowski - fragment gitary połamanej na koncercie przez zespół Big Cyc
Sztywny Pal Azji - płyty LP - Szukam nowego siebie

 Po za tym będzie stoisko na którym będzie można kupić plyty z autografami ufundowane przez różnych muzyków, płyty zespołu Macka, plakaty z koncertu help maciek - cześć z autografami

Przybywajcie zatem, bawcie się dobrze i pomóżcie Maćkowi..