środa, 1 lutego 2012

Legendarne Ząbki


Nakładem wytwórni Requiem ukazało się kolekcjonerskie wydanie projektu - Legendarne Ząbki..

 Oto kilka słów napisanych o Legendarnych Ząbkach przez jednego z nas - muzyków tej formacji - Bolka Błaszczyka:
:
"Legendarne Ząbki to zapis sesji nagraniowych efemerycznych formacji,  które w połowie lat 80-tych tworzyli Jacek Alka, Bolek Błaszczyk, Ryszard Wojciul i Robert Wyszyński i ich goście na warszawskiej Pradze i podwarszawskich Ząbkach. Jako adepci szkół muzycznych, przeczuwając czające się sidła rutyny, ocalili to, co było ich wewnętrznym ogniem – grupową improwizację. Publicznie wystąpili tylko raz - na dyplomowym recitalu Roberta w klasie perkusji w szkole muzycznej na Bednarskiej. Uszkodzony, poćwiartowany jazz, erupcje czystej energii free, cytaty z muzycznego renesansu, odniesienia do współczesnej klasyki, parodie, to efekty twórczego transu wkraczających wówczas w  pełnoletność muzyków.  Muzyka LZ nie jest ani trudna, ani niezrozumiała, stanowi wielobarwną mozaikę, zagraną odważnie i bez fałszywego zadęcia.

Na materię brzmieniową formacji składają się m.in.: perkusja (także automatyczna – radziecka), ksylofon, instrumenty dęte, wiolonczela, gitara basowa, polskie organy elektryczne, zabawki, sporadyczne taśmowe podkłady i spontaniczne akcje wokalne. Przed włączeniem zapisu muzycy niemal niczego nie ustalają, ale grając przeważnie dbają o zwartą formę i wyrazistość brzmienia. Starają się przy tym uwiecznić swe działania w możliwie profesjonalny sposób. Wykreowane dźwiękowe historie wytrzymały próbę czasu i radykalnie odcinają się na tle tego co najczęściej opatruje się pojęciem jazzowej czy rockowej ekstremy".

Właścicielem Reqiuem  jest Łukasz Pawlak. Prawdziwy pasjonat i człowiek niezwykły. Nie dość że wyszukuje i wydaje muzykę niszową, to jeszcze robi to w mistrzowski edytorsko sposób. Okładka Legendarnych Ząbek która widzicie na górze, to nie zwykłe CD. Format okładkowego kartonika ma wielkość dawnego analogowego singla. Całość  graficznie jest MAJSTERSZTYKIEM. Tak wygląda środek po rozłozeniu.



A tak tył





W środku jest książeczka w której oprócz archiwalnych zdjęć znalazły się teksty Bolka i moje - o naszym wspólnym graniu, jak również .dwa moje teksty literackie.


W jednym z tekstów opisałem moja droge do Legendarnych Ząbek i dalej....:

 "Zaczęło się od szkoły muzycznej i jazzu, który pokochałem będąc uczniem klasy szóstej. Zainteresowanie jazzem wśród nastolatków w latach siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych było rzadkością nawet w środowisku szkoły muzycznej. Nigdy nie odczułem na swojej skórze niechęci do muzyki improwizowanej wśród moich pedagogów zarówno w podstawówce, jak i w szkole średniej. Miałem szczęście, bo tępienie aspiracji  jazzowych  w czasie komuny stało się częścią biografii wielu muzyków. U mnie było odwrotnie. Mój nauczyciel od klarnetu – z podstawowej szkoły muzycznej w Warszawie przy ulicy Kawęczyńskiej, zaprosił mnie i kilku innych kolegów na próbę młodzieżowego big-bandu do MDK przy ulicy Łazienkowskiej. Dostałem do ręki saksofon, posadzono mnie przy pulpicie z nutami i od razu musiałem sobie radzić zarówno z nowym instrumentem jak i z nową muzyką. W big bandzie zakotwiczyłem na cztery lata. Grali w nim m.in. obecny trębacz Filharmonii Narodowej – Mariusz Niepiekło i kotlista Sinfonii Varsovii – Piotr Kostrzewa. W big bandzie nauczyłem się grać na saksofonie, ale nie było tam miejsca na improwizacje. Zresztą tylko jeden z nas – saksofonista Piotr Malak, grający później w latach osiemdziesiątych w zespole Israel potrafił improwizować i czasem dostawał do zagrania jakieś solóweczki. Pierwsze próby improwizacyjne zaliczyłem na pianinie, na przerwach w szkole. Oczywiście z jazzem nie miało to wiele wspólnego. Ot dzieciaki siadywały wspólnie przy klawiaturze i grały co było akurat modne. A modne było granie rock’n’rolla  i melodyjki z animowanego czeskiego filmu Spaflik i Spagetka.  Rosła jednak wokół naszej klasy fama improwizatorów i fanów jazzu. Na zakończenie roku szkolnego w siódmej klasie ( rok 1979) za bardzo dobre wyniki w grze na klarnecie dostałem w nagrodę najnowszą płytę Jana Ptaszyna Wróblewskiego!!! Na marginesie - całkiem niedawno podpisał mi się na niej sam Ptaszyn i trzymam tego analoga jak osobistą relikwię.
    Big Band przetrwał do stanu wojennego. 13 grudnia 1981 mieliśmy zagrać na finałowym koncercie Mokotowskiej  Jesieni Muzycznej w Teatrze Rozmaitości. Koncert rzecz jasna się nie odbył, a Big Band już nigdy więcej się nie zebrał. Pan Skrzypczak  wyjechał zarabiać walutę do NRF, a ja szukając miejsca do grania innej muzyki niż w szkole, wspólnie z moim kumplem z podstawówki Robertem Wyszyńskim poszliśmy do MDK na Łazienkowską. Spotkaliśmy tam nowego instruktora kółka muzycznego – Mirosława Bulicza. Był to przemiły starszy pan zakochany w jazzie. Staliśmy się szybko jego oczkiem w głowie, bo inni młodzieńcy przychodzili aby grać rocka, a my pilnie uczyliśmy się od niego skal, improwizacji - jazzu.  Na łazienkowskiej spędziliśmy w sumie około trzech lat. W zespole, który nazwaliśmy -  Deep Raver Jazz Band, grałem  na saksofonie altowym i klarnecie, Robert na fortepianie, a na perkusji nasz kolega z klasy -  Tomek Borowik. Brakowało nam basisty. Któregoś dnia dołączył do nas student z SGPiS, którego ani imienia ani nazwiska dziś nie pomnę.
   Lata osiemdziesiąte były czasem gdy w Polsce wybuchł rock, więc my grający jazz –  na wszelkich przeglądach na który nas posyłano byliśmy ewenementem. Po którymś z występów podeszła do nas pani z telewizji i zaprosiła do popularnego programu młodzieżowego 5-10-15. Formuła była taka, że młody zespól oceniany był przez zawodowców. My byliśmy w historii programu jedynym zespołem jazowym, a razem z nami zaproszony był Extra Ball - Jarosława śmietany. Byliśmy podekscytowani możliwością zagrania w telewizji, ale nie wszyscy. Nasz kolega basista odmówił. Program nagrywany był na początku 1983 roku. Stan wojenny jeszcze trwał. Basista zakomunikował nam, że  jest bojkot reżimowej telewizji i on nie może wystąpić bo będzie miał przechlapane na uczelni. Nie przyjmował naszej argumentacji, że przecież bojkot dotyczy  zawodowych artystów, głownie  aktorów. W efekcie na nagranie z kontrabasem przyszedł człowiek którego widzieliśmy pierwszy raz w życiu – Marek Wojtczak – późniejszy basista Zespołu Reprezentacyjnego. W telewizorze zaśpiewała z nami jeszcze pewne młoda wokalista – lecz jej imienia też nie pamiętam.  Nasz występ wzbudził uznanie kolegów i naszych nauczycieli, czego efektem były koncerty Deep Raver Jazz Bard w ogólniakach do których chodziliśmy, a nawet w sali koncertowej naszej starej muzycznej podstawówki. Na tym koncercie zagraliśmy już z innym perkusistą, również  naszym kumplem  z podstawówki z klasy o rok starszej -  Jackiem Alką, oraz dwoma młodszymi kolegami Bolkiem Błaszczykiem na wiolonczeli i Władkiem Zychem na trąbce. Bolek – wpadał czasem do nas na próby. Choć był od nas młodszy – o zgrozo – o trzy lata – to zwracał swoją uwagę nieprzeciętnym talentem muzycznym i otwartą głową. Bolek w pewnym momencie założył drugi skład pod okiem pana Bulicza, ale czasem oba zespoły  się mieszały.  Ostatnim utworem na naszej płycie jest właśnie nagranie z koncertu z Kawęczyńskiej. Prosty, ale dynamicznie zagrany blues o regularnej budowie. Gra z nami na saksofonie tenorowym również Bulicz, a na basie - Mariusz Kubicki.
    Rok 1984 był ostatnim rokiem współpracy z panem Buliczem. Stracił on etat w MDK. Spotkaliśmy się jeszcze kilka razy w sali jakiejś szkoły w której uczył, ale nasze drogi szybko się rozeszły. Bulicz był konserwatystą i nie mógł zaakceptować naszych coraz mocniejszych dążeń do uwolnienia się z krępujących więzów tradycyjnego jazzu.  Nie byliśmy zainteresowani już odgrywaniem standardów. Rozpoczęła się nasza droga poszukiwań własnych dźwięków, własnej estetyki. Interesował nas improwizacja nie ograniczona skalami, chorusami, konwencjami. Kochaliśmy muzykę współczesną i awangardę w sztucę. Animatorem różnych działań, nie zawsze muzycznych, był Bolek. W swoim archiwum mam taśmy z  rejestracją spotkań, na których nagrywaliśmy fragmenty tekstów losowo wybieranych z przypadkowych książek i pism i układających się w abstrakcyjne dialogi, mam zapis koncertu na trzy wiolonczele podczas której jedynym który potrafił na wiolonczeli grać był Bolek. Pamiętam sesje plastyczne w których robiliśmy collage z najróżniejszych przedmiotów, artystyczne periodyki które sami pisaliśmy i wydawaliśmy, nasze pierwsze wiersze i teksty literackie. Pamiętam noce dyskusje o filozofii. Jedna z takich  dyskusji zaowocowała sesją nagraniową w Ząbkach.
    W Ząbkach pod Warszawą mieszkał Robert. W budynku klubu sportowego mieścił się Dom Kultury. Najpierw Robert, a potem ja – byliśmy tam przez jakiś czas instruktorami muzycznymi. Dzięki temu mieliśmy dostęp do sali prób i sprzętu – który jak na tamte lata był imponujący. Świetne bębny, piece gitarowe, mikrofony. Akustyka sali była  straszna. Dźwięk niosło i odbijało od ścian, ale to okazało się naszym sprzymierzeńcem.
    Po raz pierwszy zarejestrowaliśmy wówczas muzykę w całości wyimprowizowaną. Tak powstały Legendarne Ząbki. Nagrania które złączyły nasze muzyczne dusze  mocnym, nierozerwalnym węzłem.  Nas trzech  - Bolka, Jacka i mnie. Choć od tych pierwszych nagrań minęło już ćwierć wieku, to idea wspólnego improwizowania jest dla nas ciągle żywa. Co kilka lat schodzimy się gramy.  W latach osiemdziesiątych w Ząbkach i domu u Jacka, w dziewięćdziesiątych w Warszawskiej Stodole i w Centrum Sztuki Współczesnej. Wreszcie, po najdłuższej przerwie, w nowym tysiącleciu w ramach nazwanej wreszcie grupy – The Intuition Orchestra realizując nagrania i koncertując  ze znakomitymi gośćmi – Zdzisławem Piernikiem, Grażyną Auguścik, Marcinem Krzyżanowskim, Piotrem Glińskim, Jackiem Malickim, Marcinem Olakiem, Maćkiem Szczycińskim, Mikim Wieleckim i innymi.
Legendarne Ząbki są zatem dokumentem głębokiej przeszłości, ale bądźcie czujni – The Intuition Orchestra istnieje i gra".




Wydanie Legendarnych Ząbek stało się  preludium do płyty - FROMM - The Intuition Orchestry, która pojawi się w sprzedaży na początku marca


Więcej szczegółów na temat tej płyty i koncertu The Intuition Orchestry (14 marca w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie) w nastepnych wpisach.

Dla zainteresowanych Legendarnymi Ząbkami - płytę będzie można kupić w sklepie internetowym - www.serpent.pl i na koncercie 14 marca

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz